wloskie przystawki

Co tu dużo gadać! Kocham włoską kuchnię i basta!

Moja miłość do Włoch jest również systematycznie podsycana przez moją szwagierkę, pasjonatkę Toskanii. Jestem hojnie obdarowywana literaturą związaną z tematem bella Italia, tak więc włoskie historie, krajobrazy i smaki śnią mi się często po nocach.

Jednym z rezultatów takich podsyłek książkowych jest marzenie podróży do włoskiego miasteczka długowieczności, Campodimiele.

Skąd takie napalenie? Otóż ci, co czytali książkę Tracy Lawson „W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole” będą wiedzieli dlaczego. Ci co nie czytali, a kochają Włochy, powinni książkę przeczytać i wtedy dowiedzą się dlaczego chcę tam pojechać 😉

Na zachętę blurb czyli krótkie streszczenie z okładki książki:

„Il paese della longevità. Miasteczko długowieczności. Campodimele. To właśnie tu, u podnóży gór Aurunci, w samym sercu Włoch średnia długość życia wynosi dziewięćdziesiąt pięć lat. Tracy Lawson trafiła na informacje o tym miejscu, szukając materiałów o naturalnych sposobach zachowania długowieczności. Postanowiła sama sprawdzić, cóż niezwykłego kryje się w tamtejszym trybie życia, klimacie i diecie, że miejscowi zachowują sprawność, witalność i radość do późnego wieku. W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole to dwanaście miesięcy z życia Camopdimele. Kalendarz prowadzący przez zmieniające się pory roku, które przynoszą bogactwo warzyw, owoców, ryb i grzybów. Barwni bohaterowie zapraszają autorkę do swoich domów i dzielą się z nią sekretami swej wspaniałej kuchni, która podąża za niezmiennym rytmem natury i tradycji. To fantastyczna książka kulinarna, a zarazem inspirująca opowieść o miejscu, w którym praca i prostota przynoszą długie i szczęśliwe życie.”

No dobra, ale miało być o bruscheccie 🙂 Powiem krótko, że mogę jeść rano, w wieczór i w południe..i już więcej nie truje gitary tylko podaje przepis.

Składniki:

  • 4-5 dojrzałych średnich pomidorów
  • 1 średnia cebula
  • świeże liście bazylii (6-8 listków)
  • 2 ząbki czosnku
  • pieprz
  • sól
  • oliwa z oliwek
  • ocet balsamiczny (dobrej jakości)
  • 1 bagietka lub 4 bułki (w niektórych sklepach można dostać specjalne pieczywo do bruschetty, ale moim faworytem i tak jest bagietka)

Wykonanie:

  1. Pomidory i cebulę kroimy w kostkę i mieszamy w misce
  2. Czosnek przeciskamy przez praskę (wyciskarkę do czosnku) i dodajemy do pomidorów
  3. Całość doprawiamy pieprzem i solą do smaku
  4. Na koniec dodajemy łyżkę oliwy i ponownie mieszamy.
  5. Bagietkę kroimy na „skibki”, delikatnie kropimy oliwą i pieczemy w rozgrzanym na 180ºC piekarniku ok 7-10 minut (tak aby była chrupiąca)
  6. Listki bazylii kroimy na drobne (niby powinno się listki rwać na drobne, ponieważ krojone tracą walory smakowe i zapachowe, ja tam jednak zawsze kroje i mimo wszystko bazylię czuję i smakuję)
  7. Na upieczoną bagietkę nakładamy pomidory, posypujemy bazylią i polewamy delikatnie octem balsamicznym.
  8. Wieczorami do bruschetty idealnie pasuje czerwone wino…oczywiście włoskie! Moja szwagierka krzyknęła by z kuchni: „Otwórz Brunello!” 😉

Smacznego i jak delektujecie się winem to na zdrowie!

grzanki z pomidorami

włoskie grzanki z pomidorami

Dobry ocet balsamiczny to taki, który ma:

  • Oznaczenie jakości wyrobu octu: IGP (oznaczenie IGP oznacza, że ocet jest wyprodukowany zgodnie z tradycją i prawem. Musi spełniać określone warunki, być produkowany wyłącznie na terenie prowincji Modena, z moszczu z lokalnych winorośli, mieć odpowiednie proporcje składników, dojrzewać w określonych warunkach przez odpowiedni okres)
  • W składzie takiego octu nie ma wody, konserwantów ani przeciwutleniaczy.  Określony jest natomiast czas leżakowania.

ocet balsamiczny

 

Wydrukuj przepis