Europejski Dzień Walki z Depresją. Dzisiaj będzie inaczej. Dzisiaj będzie na poważnie.

Tytuł przewrotny.

A może nie?

Trwa zażarta dyskusja czy bić dzieci czy ich nie bić, czy to wychowawcze, czy nie. Klapsy są jedną z najłagodniejszych form przemocy wobec dzieci. Klaps, który jest wyrazem rodzicielskiej bezradności, sam w sobie, od strony fizycznej niesie zaczerwienienie, które znika, ból, który ustępuje, siniaka, który blednie. Klaps nie pozostawia śladów na ciele. Klaps jest bezpieczny dla rodzica. Dla mnie ta dyskusja nie ma sensu, bo już dawno Jachowicz w wierszyku dla dzieci pisał: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiło”*. Sprać takiemu rodzicowi dupę z siłą adekwatną do ciężaru ciała, potem zapytać jeszcze raz, czy to słuszne. Tyle w temacie klapsów.

Ale jest coś, co zostawia ślady. Niezauważalne, chociaż głębokie.  Coś, co nawarstwione latami może powodować straszne spustoszenie, także uzewnętrznione, fizyczne. Coś, przez co dzieci mające po naście lat zmagają się z depresją, a starsi w wielu sprawach mają pod górę przez własne (często tłumione, przez co nieokreślone) emocje. Jest to coś,  na co ma się wpływ DO pewnego momentu lub OD pewnego momentu – ten pewien moment pomiędzy potrafi nawet odebrać życie. Jest to coś, w odniesieniu do czego określenie „silny psychicznie” nie istnieje.

To zaburzona relacja dziecko -> rodzic.

Dziecka problem zawsze powinien być większy, ważniejszy, trudniejszy. To nieprawda, że rodzic jako człowiek dorosły poradzi sobie ze wszystkim. O tym pewnie też kiedyś napiszę. Ale w porównaniu z dzieckiem rodzic ma dużo większe szanse na takie poukładanie sobie wszystkiego, aby wypracować jako taki, nawet najbardziej kruchy, spokój. Ale w sytuacji, kiedy dziecko czuje się pomijane w rodzicielskich uczuciach, a jego potrzeby lekceważone = wyśmiewane lub wyolbrzymiane = lekceważone, zaczyna uważać rodzica za Niepotrzebnego Nieobecnego, później jako zło konieczne, a na końcu jako wroga. To ta łagodniejsza wersja niewłaściwej relacji.

Czasem dziecko czuje się niechciane – ale w sensie przeszkadzacza, utrudniacza, zawalidrogi. Czuje się niepotrzebne. Bajka o Kopciuszku nabiera dla niego innego wydźwięku, bo pantofelka nie ma. I wróżki nie ma, bo kiedy jest siła, żeby powiedzieć o swoich problemach innym nie ma chęci; kiedy jest chęć – potrzeba, pragnienie – nie ma już siły. Celowo piszę – czuje się niechciane – co to, co wysyła rodzic nie zawsze jest tym samym, co odbiera dziecko. Czasem tak – krzyki, obrażanie, nękanie, ośmieszanie – jest tym straszniejsze, im dziecko jest młodsze. Ale nie chcę pisać tu o sytuacjach patologicznych, ale o tym, kiedy dla rodzica wszystko jest w porządku, a dziecko czuje się rozszlachtowane wewnętrznie.

Negatywne emocje, dotyczące przecież nie tylko rodziców, skumulowane w młodym człowieku wyglądają jak grzyb. Najpierw długo, długo nic się nie dzieje. Później coś, co zaczyna kiełkować, zostaje zagłuszane przez resztę – hobby, naukę, relacje z innymi. W końcu każdy z tych aspektów zostaje zarażony. Grzyb się rozrasta. Zaraża. Opanowuje. Zjada.

Przemoc wobec dzieci to nie tylko podniesiona ręka. Dla mnie przemoc to wszystkie te działania, które prowadzą do obniżenia w dziecku poczucia własnej wartości i samooceny; to działania, które budzą w dziecku negatywne myśli o sobie samym; to wreszcie te działania, które tworzą w dziecku grube bariery, przez które cholernie ciężko się przebić, obojętnie z której strony.

To, czy droga, którą ja obrałam jest słuszna, okaże się za kilkanaście, kilkadziesiąt lat – oby rzeźba okazała się z marmuru, a nie z gipsu.

* Źródło
Stanisław Jachowicz
TADEUSZEK
Raz swawolny Taduszek
Nawsadzał w flaszeczkę muszek;
A nie chcąc ich morzyć głodem,
Ponawrzucał chleba z miodem.

Widząc to ojciec przyniósł mu piernika
I, nic nie mówiąc, drzwi na klucz zamyka.
Zaczął się prosić, płakać Tadeuszek,
A ojciec na to: „Nie więź biednych muszek”.
Siedział dzień cały. To go nauczyło:
Nie czyń drugiemu, co tobie niemiło.

Pozdrawiam!

Karolina z Matka Gagatka

karolina

Wydrukuj przepis